Superbowl i o co chodzi w futbolu amerykańskim



Dziś dla sporej części Amerykanów najważniejszy dzień w roku czyli finał głównej ligi amerykańskiego futbolu. Zack zaprosił kolegów i za dwie godziny zasiądą oglądać mecz między Atlanta Falcons a New England Patriots. Jakby co to kibicujemy Atlanta Falcons bo nie lubimy Toma Brady’iego z Patriots (tego od Giselle Bundchen). Ja mam zamiar zerkać co jakiś czas na mecz i oczywiście obejrzeć koncert Lady Gagi w przerwie oraz reklamy, które w tym roku kosztują 5 milionów za 30 sekund 😜

Jeśli ktoś zastanawia się o co w tym sporcie chodzi to polecam ten filmik lub ten (trochę krótszy):


Można też poczytać zasady gry, które ładnie opracowane są tutaj. W ogóle okazuje się, że w Polsce liga futbolu amerykańskiego rozwija się dość prężnie i mamy już 7 drużyn pierwszej ligi (a lig jest bodajże 6). Jedynie brakuje im inwencji w wymyślaniu nazw bo połowa z nich jest skopiowana z ligi amerykańskiej (i często nawet nie tłumaczą ich na polski). Jak na razie moją ulubioną nawą polskiej drużyny jest Green Ducks 😍

Ale powróćmy do futbolu amerykańskiego w Ameryce 😉 Chociaż nikt tu tak go nie nazywa bo jest to po prostu football. Piłka nożna to soccer i odpada problem przydługawej nazwy.

Superbowl wypada zawsze w niedziele bo to tradycyjnie dzień rozgrywania meczów (teraz popularne mecze lecą też w poniedziałki). NFL (National Football League, taki tutejszy PZPN 😉) ma też swoją piosenkę, którą puszczają przed każdym niedzielnym meczem (jest to cover piosenki country, ale nikomu nie przeszkadza). Od paru lat śpiewa ją Carrie Underwood (wcześniej śpiewała Faith Hill). Słowa są minimalnie zmieniane każdej niedzieli, w zależności kto z kim i gdzie gra. Dlatego my zawsze uważnie słuchamy co w tym tygodniu zaśpiewa Carrie 😀

To jest wersja na 2016 rok (czyli na sezon, który właśnie się kończy):

 


I poprzednia, na 2015 (ta podobała mi się trochę bardziej):

Co do samego meczu to w teorii trwa 4 kwadranse, a w praktyce (wyliczenia Wall Street Journal) zazwyczaj około 3 godzin, z czego ponad godzina to reklamy, powtórki to ok. 17 minut a zbliżenia na zawodników to 75 minut. Ile zostaje więc na właściwą grę? 10 minut 43 sekundy 😂

Także, jeśli macie zamiar oglądać to bawcie się dobrze przez te 10 minut oraz przez 20 minut z Lady Gagą 😀
Read More

Podsumowanie końcówki 2016



Czas na obiecane podsumowanie listopada i grudnia (pomińmy fakt, że jesteśmy już za połową stycznia 😉) Na te miesiące wypadają dwa główne „rodzinne” święta w USA: Święto Dziękczynienia i Boże Narodzenie. Bardzo się podekscytowaliśmy faktem że teraz, po przeprowadzce, mamy bliżej do rodziny Zacka i „nareszcie będziemy sobie jeździć na wszystkie święta!”. Z Iowy trzeba było latać i to zawsze z przesiadką, najczęściej w Chicago (a nie znam nikogo, kto lubi lotnisko w Chicago).


Zapakowaliśmy się więc w samochód i pod koniec listopada pojechaliśmy w kierunku Pensylwanii. Nie pomyśleliśmy jednak, że to czas, kiedy pół Ameryki podróżuje (obiad na Thanksgiving traktuje się jak u nas kolację wigilijną, no po prostu trzeba być). Tak więc miało być 7 godzin, wyszło 12… Chociaż tyle, że mieliśmy fajna miejscówkę – zatrzymaliśmy się w hotelu niedaleko dziadków Zacka.
Mam wrażenie, że w Polsce oczekiwanie, że odwiedzająca rodzina załatwi sobie hotel jest często traktowane jako afront, ale tutaj to normalka.

Rodzina Zacka stara się odciążyć babcię, która do tej pory przygotowywała większość obiadu na Thanksgiving sama i teraz organizację przejęła jedna z jego ciotek. Także rozbiło się to właściwie na dwa domy i tak nam zszedł cały dzień.
Ale czywiście głównym punktem wycieczki było poznanie Rufusa – pieska aka naszego siostrzeńca, którego kupili brat i bratowa Zacka kilka miesięcy wcześniej. No czyż on nie jest piękny? Ma też instagrama jak coś 😍

Rufus 💗
Jadąc na Boże Narodzenie przygotowaliśmy się już trochę lepiej i tym razem byliśmy wyposażeni w apkę, która bardzo szybko dostosowuje się do ruchu na drodze i pozwala ominąć większe korki. Dzięki temu miałam wątpliwą przyjemność prowadzenia samochodu w centrum Waszyngtonu, gdzie tramwaje i samochody poruszają się po tym samym pasie (i zauważyłam, że w Filadelfii jest tak samo). No stresuje mnie to, że za mną jedzie tramwaj.

Ale daliśmy radę i szczęśliwie dotarliśmy do naszego airbnb w Filadelfii.  Tym razem airbnb bo okazało się, że nasze ziomki (para chińsko-belgijska, która mieszka aktualnie w NC 😉 ) kupili tam dom, który był ruiną, wyremontowali i teraz wynajmują. Bardzo fajny, polecam, gdyby ktoś wybierał się do Philly (wystarczy wpisać „house of sunshine philadelphia” w wyszukiwarkę).

Tym razem zabraliśmy też Teslę, był zachwycony konceptem schodów 😂 Niestety nasze mieszkanie jest jednopoziomowe, więc szans na aktywność fizyczną ma mniej, a próbujemy go odchudzić bo 7 kilo to trochę dużo jak na kota...
 


Ta bateria łazienkowa była aż trochę zbyt fancy dla nas ;)
Mieliśmy się też wybrać do Princeton (tak, tego od uczelni) bo jest po drodze do dziadków, ale jak zwykle nie wyszło, może następnym razem. W tym roku za to pojechaliśmy do Peddler's Village, gdzie jest mnóstwo małych sklepików, które wyglądają jak wioska hobbitów. 
 
Lokalny pub

Nawet by mnie nie zdziwiło, gdyby ten asortyment był dostępny cały rok.


💜
Dla mniej ogarniętych turystów...
Sporo było też sklepików z pierdołami do domu, takich bardziej eleganckich. Pomysły na prezenty ślubne też były, dla par w dowolnym układzie 😍



Pozostając w klimatach świątecznych mieliśmy też w pracy Secret Santa (przechrzczone na Secret Scientist na nasze potrzeby 😜 ) czyli coś jak szkolne mikołajki – losuje się osobę, której kupuje się prezent w wyznaczonej kwocie. Trochę mnie rozbawił prezent, który ja dostałam (moim Secret Santa był facet) bo dostałam szampana i kule do kąpieli (jakaś sugestia? Lol ). Najbardziej chyba podobał mi się prezent, który dostał kolega, który przyjechał z Anglii i niedawno zaczął u nas pracować. A dostał… kosz, z najbardziej amerykańskimi produktami spożywczymi, które nie są zazwyczaj dostępne poza Stanami (zawartość cukru i soli może mieć na to jakiś wpływ 😜 ).


A na Facebooku mogliście zobaczyć naszą tegoroczną kartkę. Tradycja wysyłania kartek świątecznych jest wciąż kultywowana, szczególnie popularne jest robienie sobie rodzinnej fotki, drukowania jej w 50 egzemplarzach i rozsyłanie po rodzinie i znajomych. My udaliśmy się na event gdzie można było zabrać czworonożnego przyjaciela, posadzić go na kolanach Mikołaja i zrobić sobie taką rodzinną focie. Udało nam się w zeszłym roku, ale w tym nie przewidzieliśmy, że mieszkamy w większym mieście i będzie gigantyczna kolejka. Tesla się trochę zestresował i musieliśmy go zabrać do domu i zrobić fotki telefonem, siedząc kanapie w salonie…. No nic, może w następnym roku pójdzie lepiej! 😌


Read More

Dlaczego nie lubię polskich dzielnic?


Zacznijmy może od tego, że po raz pierwszy w mojej historii mieszkania w Stanach (a przyjechałam pierwszy raz w 2011 roku) mam w okolicy polski sklep. Wcześniej raz uświadczyłam polonijnej imprezy (takiej, że bigos, pierogi i tańce ludowe) i zwiedzałam polski kościół (biało-czerwony, a jak). Tak więc teraz sklep jest, a do tego odwiedziliśmy polską dzielnicę w Filadelfii podczas Świąt. 

Po tych wizytach Zack zapytał czemu nie integruje się ze "swoimi ludźmi" podczas wizyt w polskich sklepach/dzielnicach i zaczęłam się zastanawiać czy to jest właściwie dziwne czy nie. Po przemyśleniach uważam, że chyba nie i nie zdziwiłabym się gdyby większość osób z roczników ’80 i wyżej miało podobne odczucia.

Nasz polski sklep, do tego są jeszcze dwie lodówki z masłem i śmietaną oraz jedna z wędlinami
(Photo credit: Alex Boerne/Indy Week)

Właściwie głównym powodem będzie to, że większość dzielnic/sklepów nie wygrzebała się jeszcze z komuny, a co lepsze przypominają sklepy Społem z lat ’90.

Na pierwszy rzut idzie oczywiście wystrój. O ile nasz sklep trzyma jeszcze jakiś poziom (wszystkie zdjęcia w tej notce są z naszego lokalnego polskiego sklepu, który akurat wyróżnia się na plus), to na przykład w polskiej restauracji w Filadelfii brakowało tylko łyżek i widelców przytwierdzonych łańcuchami do stolików i było by całkiem Barejowo. Na początek każdy musiał wziąć tackę, potem na niej niesie się jedzenie do stolika. Tacki mokre, sztućce mokre. No cóż, widać dopiero umyte, wyschną.

Połowy potraw z menu nie było. Kurczak? Nie ma. Kopytka? Nie ma. No to chociaż pierogi? Robią się.  

Miejsca jest mało, stolik rezerwuje się rzuceniem na niego kurtki, a pani narzuca Ci na talerz gołąbki (akurat były) i nabiera barszczu z dużego gara. Prawie jak w mojej podstawówkowej stołówce. Tyle, że tu więcej się płaci.


Nasz lokalny sklep, jak widać jest popyt na Kamisy i Knorra
 

Jest też cappuccino i mak na święta👍

Trochę przytłoczeni tą atmosferą wybraliśmy się do polskiego sklepu (głównie) spożywczego. Asortyment większy niż w naszym sklepie, a i ciasto, które kupiliśmy (następnego dnia jechaliśmy do dziadków Zacka) było naprawdę dobre. Ale znowu, ten wystrój…. Z jednej strony rozumiem, to jest koszt, żeby zmienić, a konkurencji nie ma zbyt wiele, więc czy się sklep unowocześni czy nie, to ludzie i tak przyjdą.

Zastanawia mnie też czy są osoby, które wyjechały do Stanów gdzieś w latach ’70-’80 i nigdy Polski od tamtego czasu nie odwiedziły (np. jeśli ktoś jest nielegalnie to nie może wyjechać bo później go już nie wpuszczą). I czy oni myślą, że to wszystko tak u nas wygląda do tej pory?
Albo może wiedzą, że się pozmieniało, ale lubią taki powiew PRL-u bo kojarzy im się z młodością i jest tak swojsko?
Biały jeleń 💗
Rutinoskorbin wyszedł jakiś niewyraźny <suchar dnia>

I chociaż muszę pochwalić nasz lokalny sklep (prowadzony przez panią Halinę i pana Zbigniewa, który występuje w Stanach jako „Ziggy” 😉 ) bo nie jest PRLowsko, za to jest schludnie i czysto, to dalej nie łapię pewnych rzeczy. Taką rzeczą jest na przykład kosz z artykułami promocyjnymi, czyli produktami przeterminowanymi. To w ogóle jest legalne??! 

Kolejną sprawą jest awersja do nowych technologii. Ktoś im co prawda stronę internetową  postawił, ale oni są z tego dumni, że tej strony nie aktualizują (?!). W lokalnej prasie był o nich artykuł (dość sympatyczny,trzeba przyznać), gdzie stwierdzili, że są staromodni i gdy zrobili sobie wakacje i sklep był zamknięty na cztery spusty to nie było o tym info na stronie bo „kto miał wiedzieć to się dowiedział” (wtf).

Polskie sklepy to też często mini centra kultury, co mnie akurat fascynuje. Powszechną sprawą są korkowe tablice gdzie można znaleźć polskiego księgowego, sprzątaczkę, agenta nieruchomości czy kogoś kto wytłumaczy jak zapisać się na ubezpieczenie zdrowotne (za sprawą Obamacare jeśli ktoś się nie zapisze to podlega się karze finansowej). W sklepie można kupić też opłatek (jakoś mnie to zaskoczyło w pierwszym momencie bo w Polsce zawsze pani z kościoła przynosi) oraz rozkład polskich mszy. Tych akurat u nas nie ma zbyt wiele:



Powracając do pytania Zacka. Nie wiem czemu Amerykanom wydaje się, że gdy spotka się osobę ze swojego kraju to z automatu powinna się ona stać naszym przyjacielem, albo przynajmniej powinno się z nią uciąć kilkuminutową pogawędkę. I jego to na przykład dziwi, że pójdę do polskiego sklepu, kupię co mam kupić i wychodzę. Oczywiście szanuję pracę pani na kasie, ale o czym miałabym z nią tak właściwie rozmawiać? Można by próbować zapodać small talka, ale przecież żaden normalny Polak nie pyta kasjerki „a jak się Pani dzisiaj czuje?”
😉

I taki disclaimer na koniec: to są oczywiście moje własne doświadczenia i może w innych częściach USA jest inaczej (no może nie w Iowa, tam chyba nie ma żadnego polskiego sklepu). W Chicago byłam tylko na lotnisku, a w Nowym Jorku łącznie 2 dni, więc ani czasu, ani możliwości na zwiedzanie tych dwóch największych polskich dzielnic nie było, więc nie wiem jak się tam sytuacja przedstawia. Jeśli ktoś miał okazję być to proszę podzielić się w komentarzu 😃

Read More

Podsumowanie pierwszych miesięcy w Karolinie Północnej


8 listopada nie tylko Trump został prezydentem, ale też minęły nam już 3 miesiące mieszkania w Karolinie Północnej. Myslę, że na wzór doświadczonych blogerek zacznę robić podsumowania miesiąca. Czas szybko leci, a w sumie sporo się dzieje i na przykład tak jak teraz niekoniecznie jest czas i okazja na osobne notki o wszystkim. W związku z tym dziś podsumowanie trzech miesięcy, potem pewnie listopada i grudnia i może w przyszłym roku już faktycznie takie notki pojawią się co miesiąc.

8 sierpnia zawitaliśmy więc w North Carolina. Na początek wiadomo, rozpakowywanie i sprawy urzędowe jak zmiana prawka (bo każdy stan przecież musi mieć inne), rejestracja samochodu (chociaż ciągle jeszcze nie dali nam nowych tablic rejestracyjnych....), załatwienie ubezpieczenia, znalezienie lekarzy dla nas i dla Tesli. Swoją drogą Tesla trochę schudł, chociaż tego nie widać xD Był też bardzo grzeczny w podróży przez pół kontynentu (trochę mu pomogliśmy tabletkami od weterynarza więc siedział taki przyćpany ;) )

A takie stany mijaliśmy po drodze z Iowa do North Carolina:
Im dalej na południe tym znaki robią się szersze...
Aż w końcu powitał nas (trochę nudny w porównaniu do powyższych) znak, że jesteśmy w Karolinie Północnej:


 
W międzyczasie rozkminiamy co jest w okolicy, gdzie są sklepy i co się dzieje. We wrześniu poszliśmy na Centerfest, festiwal uliczny z rękodziełem. Ogólnie takie klimaty, jakie można znaleźć i w Polsce, no może budki z jedzeniem trochę inne ;)


 



Zack zaczął pracę prawie od razu (w końcu po to się przeprowadziliśmy ;) ). Ja dość szybko dostałam propozycję pracy przy projekcie na uczelni, który potrwa do końca roku. Podoba mi się bardzo (w skrócie nasi uczestnicy testują aplikacje i mają do wykonania różne zadania), ale raczej można zapomnieć o work-life balans. Niektóre tygodnie to 20 godzin pracy, a niektóre 60 godzin (taki będzie na przykład grudzień). Ale za to posiłki na koszt pracodawcy, więc codziennie testujemy inną knajpę <3


W październiku zrobiłam kurs pływania. Niestety w polskiej szkole na żadnym etapie edukacji lekcji pływania nie uświadczyłam, miałam co prawda epizod z jednym semestrem lekcji prywatnych, ale to było tak dawno, że niczego już nie pamiętałam. A że w NC basen na podwórku to standard, to szkoda z naszego nie korzystać. Zajęcia były głównie z Latino instruktorami i widać było, że nasz główny instruktor, Hector, pracuje zazwyczaj z dzieciakami bo ciągle powtarzał: „Zobaczcie ile już umiecie!” „Tyle już się nauczyłyście!” i przybijał piątki… A grupa była bardzo poprawna politycznie bo byłam ja, Azjatka (taka w moim wieku), pani muzułmanka (za Chiny nie da rady powiedzieć w jakim wieku bo pływała cała odziana i zakapturzona, stawiałabym że z przybyła z Bliskiego Wschodu) i pani Murzynka (chyba w wieku średnim, ale jak to mówią „black don’t crack”, więc naprawdę ciężko powiedzieć). Z całej grupy wkurzała mnie tylko pani muzułmanka bo nie słuchała poleceń i dzieliła się dziwnymi opowieściami w stylu „wiesz, na poprzednich zajęciach rozbolał mnie brzuch i myślę, że to dlatego, że woda z basenu dostała się do mojej waginy” (eee, coo?), a gdy źle założyła kostium to chciała, żebym grzebała jej w majtkach w poszukiwaniu jakiegoś sznurka, który powinien łączyć dwie części tego stroju (eee, nie, dziękuję).

A tak w kwestii różnych narodowości to zapoznaliśmy się też z lokalnymi Polakami, głównie za sprawą Kelly i Maćka - polsko-amerykańskiej pary. Organizują oni domówki, takie trochę a la Erasmus, gdzie zapraszają wszystkich o polsko brzmiących nazwiskach. Mnie Kelly wyhaczyła na uczelnianej liście mailingowej i wysłała mi wiadomość „Polish? Będzie u nas impreza, przyjdziecie?” xD

Ostatnio też (pierwszy raz w życiu) odwiedziłam polski sklep, ale wrażenia z zakupów u pani Haliny chyba zostawię na kolejną notkę
:)



Read More

Wybory 2016


Na szczęście wybory prezydenckie za dwa dni i wreszcie koniec wyborczego szaleństwa. Pamiętam jak bodajże wiosną 2015 zaczęło się wieszanie plakatów, zjazdy i debaty. Pytam więc Zacka: to wybory na jesieni? Na co on: ale nie w tym roku, jesień 2016.  Trochę opadła mi szczęka, ale w międzyczasie bardziej zapoznałam się z tutejszym systemem wyborczym i chociaż do tej pory nie podobają mi się niektóre jego założenia to trzeba przyznać, że jakiś sens mają.Wciąż na przykład zadziwia mnie to, że można zdobyć więcej głosów w wyborach a i tak je przegrać. Amerykanie kochają podkreślać, że są państwem demokratycznym, ale z kolei za sprawą systemu „Electioral College” nie wybierają prezydenta i wiceprezydenta bezpośrednio. Każdy stan ma określoną liczbę punktów, zależną od jego zaludnienia i na tej podstawie liczy się kto wygrał (cała pula to 538, czyli trzeba nazbierać 270, żeby wygrać). 
I tak na przykład patrząc na tę mapę wydaje się, że Trump jest bardzo popularny:

http://projects.fivethirtyeight.com/2016-election-forecast/

Ale z kolei Hillary ma Kalifornię czy Nowy Jork, które dają jej dużo punktów:
http://projects.fivethirtyeight.com/2016-election-forecast/

No ale kandydatów jest więcej niż tylko dwóch, niestety zbyt popularni nie są bo nie zaprasza się ich nigdzie do dyskusji, w której biorą udział Trump i Clinton. Obecnie na trzecim miejscu jest Gary Johnson (były gubernator stanu Nowy Meksyk z kandydatem na wiceprezydenta Billem Weldem, byłym gubernatorem stanu Massachusetts). Mamy też Partię Zielonych z Jill Stein jako kandydatką na prezydenta (babka po Harvardzie, emerytowany lekarz, teraz polityk), a jako kandydata na wiceprezydenta ma pana o nazwisku Baraka
:) Ostatnią z takich „większych” partii jest Constitutional Party z kandydatem na prezydenta Darrellem Castle (prawnik z Tennessee) i Scottem Bradley na wiceprezydenta (polityk z Utah, ma doktorat z prawa konstytucyjnego, pasuje więc do partii jak mało kto :) ). Także fajnie, że nawet ci, którzy nie mają szans na wygraną są sensownymi kandydatami z wykształceniem i doświadczeniem i nie są to Mariany Kowalskie czy inne Kukizy, które urwały się z choinki.

Ale, ale. Są też inni, mniej lub bardziej egzotyczni, kandydaci. Tyle, że w większości stanów na liście wyborczej się ich nie zobaczy ;)


Moi faworyci:
Princess Khadijah M. Jacob-Fambro (The Revolutionary Party)

Jeden z jej głównych postulatów:
"We want every person in America whose parents, grandparents or great-grandparents were descendants from slaves, to be allowed to establish a separate state or territory of their own, either on this continent or elsewhere."
Nooo… powodzenia.

Joseph "Joe Exotic" Maldonado (Independent-Oklahoma)


Z jego strony: "This country spends more tax payers dollars on animal laws that could be spent feeding children and helping the homeless because they give more money to politicians while the very same people leave their loved ones laying in nursing homes with bed sores and no visitors and we think this is ok?”
Eeee???


oraz  zadowolony z życia Dan Vacek (The Legal Marijuana Now Party),




który ma samych szczęśliwych wyborców (zdjęcie z jego oficjalnej strony :))




Przy okazji wyborów na prezydenta głosuje się też na kandydatów na milion innych stanowisk i rozstrzyga się parę innych kwestii (każde miasto może sobie coś dopisać w stylu czy zgadzasz się, żeby dofinansować lokalne szkoły itp., bardzo to ekonomiczne swoją drogą).
Taka przykładowa ulotka z kandydatami od demokratów:




Co ciekawe nigdzie nie widziałam plakatów gdzie pokazane są twarze kandydatów (zazwyczaj tylko nazwiska plus urząd, na jaki kandydują), domyślam się, że ma to związek z dyskryminacją (tak jak nie wkleja się tu zdjęcia do cv).


Lokale wyborcze otwarte są już wiele dni przed oficjalnym terminem wyborów, głosować też można listownie, więc cisza wyborcza nieszczególnie ma rację bytu. My byliśmy głosować (znaczy Zack, ja tylko do towarzystwa bo przecież nie jestem obywatelem) w piątek (wybory we wtorek) i pod lokalem było sporo ludzi z komitetów poszczególnych kandydatów (głównie na lokalne stanowiska) wykrzykujących do nas hasła w stylu „vote for my girl Shamieka!” 

Nie ma też zwykłych urn wyborczych. Każdy kartę wyborczą przepuszcza najpierw przez taki jakby skaner i potem ta karta wpada do pojemnika.

Ale najlepsze w całych wyborach jest to, że każdy kto zagłosuje dostaje naklejkę :)
 






Read More

Wszystko co chciałbyś wiedzieć o Iowa chociaż do niczego nie jest Ci to potrzebne


Wciąż (jeszcze) mieszkamy w Iowa, aczkolwiek gdy zapytać przeciętnego Amerykanina czy Polaka  co wie o stanie Iowa to większość wie tyle, że istnieje :) Ale to nic, po tej notce będziecie wiedzieć więcej :D

Iowa mieści się tak mniej więcej na środku Stanów i ma rozmiar połowy Polski:

 
Iowa to stan rolniczy, 92% powierzchni to pola/farmy ;) W USA jest największym producentem wieprzowiny (na jednego mieszkańca przypadają świnie) , kukurydzy, jajek i…. etanolu. Zapytaliśmy ostatnio naszą znajomą Holenderkę za czym będzie tęskniła po wyjeździe i powiedziała, że za smakiem tutejszego mięsa i jajek. Trochę nas tym zaskoczyła bo ja bardziej będę tęsknić za tym, że ludzie są bardzo mili (jak kichniesz idą chodnikiem to ktoś powie Ci „na zdrowie” a gdy jeździłam do pracy autobusem to kierowca zatrzymywał się w miejscach, w których nie ma przystanku, żebym nie musiała iść za daleko :) ).
  
Jak w każdym stanie mamy dziwne prawa - Mężczyzna z wąsem nie może całować kobiety w miejscu publicznym (czyli faceta już może ;P)

Sławni ludzie z Iowa: Ashton Kutcher, Elijah Wood,  John Wayne, Herbert Hoover (no dużo ich nie ma…)

Stolicą jest Des Moines (wym. “de moin”), do którego mamy ok. 40 minut drogi. W Des Moines mają ładny Kapitol, gdzie w ochronie pracuje pan Komorowski. Zwiedzaliśmy w czasach gdy Bronisław był jeszcze prezydentem, więc pan strażnik opowiedział wszystkim kolegom z pracy, że jest rodziną polskiego prezydenta :D
Kapitol 
Wnętrze Kapitolu
Wnętrze Kapitolu
 Liczba mieszkańców Des Moines to ponad 600tys. (czyli dwa razy więcej niż Katowice) a naszego miasteczka (głównie dzięki studentom) to ponad 60tys., czyli wielkościowo tak jak Chełm.

Pozostając przy liczbach w Iowa przy autostradzie I-80 znajduje się też The World’s Largest Truckstop:



Mieszczą się tam też „award winning, best restrooms in the country” lololol:



Przykład, że Amerykanie ze wszystkiego zrobią atrakcję turystyczną:



Wakacyjną atrakcją jest Iowa State Fair, gdzie można wydoić krowę, pogłaskać konia czy królika, albo wziąć udział w jednym z licznych konkursów, np. konkurs nawoływania świń:


 Ale to się dzieje tylko raz w roku, poza tym jesteśmy normalni xD
Read More
Obsługiwane przez usługę Blogger.

© Copyright usasrusa